niedziela, 17 kwietnia 2016

Czy dobro pokona zło?-opowiadanie fantastyczne.

                  Dawno,dawno temu w pewnym,niewielkim, prawie nikomu nieznanym miasteczku żyła sobie tajemnicza dziewczyna.
                  Na imię miała Alice.Była bardzo biedna, nie miała rodziców, a jej jedynym majątkiem była mała szopka, w której mieszkała wraz ze swoim wiernym rumakiem koloru miedzianego-Szmaragdem. To właśnie on był jej jedynym przyjacielem,który pocieszał ją w trudnych chwilach i zawsze znajdował jakiś sposób aby rozweselić swoją panią.
 Sąsiedzi uważali ją za dziwaczkę wnioskując to głównie z jej wyjątkowo osobliwego wyglądu. Była ona drobna i chuda,a jej smukła sylwetka i niespotykanie blada cera zadziwiała wszystkich dookoła. Jej twarz zdobiły cienkie brwi, piękne, zielone oczy i wydatne kości policzkowe. Posiadała również gęste, rude włosy sięgające do pasa, przypominające złote płomienie ognia. Nie wiadomo dlaczego swoją, urokliwą postać ukrywała pod czarną, długą peleryną z kapturem opadającym na głowę.
Co dziwniejsze gdy tylko przechodziła przez drogę lub targ,a rzadko się to zdarzało wszyscy ludzie instynktownie i nie z własnej woli rozstępowali się tak jakby widzieli jakiegoś władcę lub nawet króla. Wywoływała w nich nie tylko strach ,ale coś więcej, na jej widok nikt nie mógł wydusić z siebie nawet jednego słowa. Pewnego dnia wszystkie te poglądy całkowicie się zmieniły...
                 Był to pewien słoneczny,pogodny poranek. Właśnie w tym momencie do miasta wjechał sznur wozów byli to kupcy z całego świata. Na ulicach zrobiło się dość tłoczno, gdyż wszyscy ludzie opuścili swoje domy chcąc nareszcie dokonać porządnych zakupów. Jedynym wyjątkiem była właśnie Alice, jak każdego takiego dnia mimo wszystko wolała pozostać w cieniu wraz ze swoim zwierzakiem. Nagle błękitne niebo przeszyły ciemne chmury, a słońce jakby rozpłynęło się w powietrzu. Dziki wiatr sponiewierał dachy mieszkań, a stragany z towarami zrujnował doszczętnie. Po chwili z ciemności wyłoniła się ogromna, przerażająca postać. Miała wielkie, czerwone oczy, gruby przysadzisty brzuch i  nieprawdopodobnie długie, kościste paluchy! Wtem rozległ się wysoki, zimny głos:
,, Wszystkich was czeka zagłada, nienawiść i ŚMIERĆ!".
Po czym niemile widziany gość zaczął rzucać strugami ognia w stronę zgromadzonych mieszkańców.
Słychać było płacz,lamet i jęki umierających. Alice nie wytrzymała. Wybiegła z szopy, skierowała się na wprost potwora, wyciągnęła przed siebie rękę i powiedziała nienaturalnie niskim głosem:
,,Jesteś sługą największego mordercy sprzed wieków! Wracaj tam skąd przybyłeś, a jeśli tego nie zrobisz brutalnie i na zawsze zniszczę Cię!". Po czym kaptur spadł jej z głowy, a z prawej ręki nie wiadomo jak, nie wiadomo skąd wypłynął oślepiająco jasny blask. Monstrum pod wpływem jej mocy wycofało się w stronę pobliskiej puszczy, a nasza bohaterka zachwiała się, a potem upadła na kamienną posadzkę.
                 Następnego dnia obudziła się w nieznanym jej miejscu. Leżała na łóżku z zielono-złotym baldachimem,a obok niej wisiała piękna, zapewne droga suknia. Nagle podszedł do niej jakiś młody chłopak i oznajmił,że władca miasta chce się z nią spotkać.
-Nie pora na spotkania, ta bestia jest jedynie osłabiona nie można czekać-szepnęła już swoim normalnym,śpiewnym głosikiem.
-Pani, jesteś zbyt słaba nie możesz...-zaczął służący,ale dziewczyna uciszyła go gestem dłoni.
-Gdzie jest mój koń?-spytała zniecierpliwiona pogromczyni stwora.
Wnioskując po minie rozmówcy Szmaragd znajdował się w stajni.Dziewczyna nie zwlekając udała się do niego. Po osiodłaniu szybko wsiadła na jego grzbiet i pędem ruszyli w stronę pobliskiego lasu. Jechała tak dobre cztery doby aż w końcu stwierdziła, że należy im się odpoczynek. Zatrzymali się przy najbliższym drzewie i po pewnym czasie oboje zasnęli pogrążając się w swoich głębokich snach. Po chwili dziewczynę obudził dziwny ból w klatce piersiowej. Spojrzała w górę i ku swojemu przerażeniu ujrzała pucułowatą, żółtawo-zieloną twarz dziecka-trolla. W jego drugiej ręce ściskany był jej koń ,rozpaczliwie kopiący wszystkimi czterema kopytami.
-Zostaw nas poczwaro!-wrzasnęła histerycznie Alice. Odruchowo chciała sięgnąć po swój sztylet  w kieszeni peleryny lecz przecież nie mogła, była przyciśnięta.Zostało tylko jedno wyjście,czekać na cud.
W końcu niespodziewanie olbrzymi bobas upuścił konia na ziemię.Po długim namyśle krzyknął:
,,Tralla mam nową malaluśkę!".
-To dodaj to do kolekcji ty matajfłapko!-nawrzeszczała ogromna i dość opalona jak na tę rasę trollica.
Schwytana ofiara  nie musiała się długo zastanawiać czym jest ,,malaluśka" gdyż małe dziecko-troll zaczęło pokazywać jej tłumy ludzi przywiązanych do spróchniałej gałęzi drzewa!
-To należy do mojej,, kolkecji "-mówiło do siebie tollolontko. Po czym uczyniło z nią to samo co z innymi ,,zabawkami". Dziewczyna nie martwiła się o swojego przyjaciela,ponieważ widziała go czekającego na nią tuż przy pobliskim krzewie róży. Co pięć minut słyszała raz szepty, raz wrzaski gospodyni:
,, Miękkojeża weź wątróbkę i zrób z tego pyszną zupkę! Jeszcze tego brakowało, jeszcze mi roboty mało?! I muszę zrobić skarbeczkowi wywar z mamblobąbli, żeby dziś nie dostał bąbli!A ta maocholka? A zgniła fasolka?!!!".
W końcu dziewczyna nie wytrzymała i zębami  przegryzła sznurek, w który była zawiązana, po czym ile sił w nogach pobiegła do Szmaragda. Objęła go mocno za szyję,ścisnęła łydkami i popędzili cwałem przed siebie. Nagle drogę zajechała im okrągła kareta ze szczerego złota. Natychmiast przez drzwiczki wyszła piękna istota. Była to kobieta, choć nie jeden człowiek mógłby przypuszczać,że spotkał prawdziwego anioła. Jej twarz lśniła od grubej warstwy kremu,a wypielęgnowane blond włosy układały się w loki. Miała na sobie nieskazitelnie czystą suknię koloru cukierkowego różu z licznymi koronkami i falbanami. Bez przerwy wachlowała się swoim małym, podręcznym wachlarzykiem ułożonym z piór łabędzia.
-Chcę żeby pojechała ze mną-rozkazała melodyjnym lecz stanowczym głosem służącemu.
-Ja mam misję do spełnienia , nie mogę ani chwili czekać!-krzyknęła bohaterka.
Księżniczka tupnęła obcasem pantofelka i spiorunowała wzrokiem lokaja. Mężczyzna siłą wpakował Alice do wozu, Szmaragda bezpiecznie przywiazał obok innych koni,a gdy wszyscy byli gotowi ruszyli w zupełnie inną stronę niż zamierzała nasza bohaterka.
-Dlaczego chcesz żebym pojechała z Tobą?-spytała ostro porwana dziewczyna.
-W moim kraju jest stan wojenny.Wszystkie moje koleżanki wyjechały za granicę. Tatuś powiedział,że mogę zabrać do zamku kogo tylko zechcę, bym nie była taka samotna-odpowiedziała wyraźnie zadowolona księżniczka. Alice zacisnęła ręce i zrobiła kwaśną minę, bo wiedziała,że z taką osobą nie warto dyskutować. Widząc niezadowolenie na twarzy swojej nowej towarzyszki córka króla powiedziała:
,,Jeżeli chcesz możesz mi mówić po imieniu. Nazywam się Kordelia, porozmawiajmy o czymś przyjemniejszym. Ostatnio od tatusia dostałam dużo podarunków. Takich jak malinowy mpruczek do pielęgnacji stóp, mirradonnę 1 o zapachu fiołków, delikatny mławek do lekkiego wydłużenia rzęs, waniliowy sześciopak młowidalicy do rozczesywania włosów i całe pudło mirrusa dla dobrego samopoczucia".
Nagle pojazdem coś niebezpiecznie potrząsnęło. Dosłownie sekundę później kawałki złota zaczęły się odrywać,a przez coraz większe szpary widać było szpetne,pomarszczone twarze. To nie było nic innego jak rozwścieczone gobliny!
Kordelia zaczęła krzyczeć  i piszczeć, bo właśnie jeden z barbarzyńców sięgał w stronę koronki tuż przy klatce piersiowej gdzie znajdował się drogi medalion. Alice szybko pociągnęła towarzyszkę za rękę i z rozmachem otworzyła drzwiczki karety przy tym strącając co najmniej ośmiu małych złodziei. Popędziła do Szmaragda walecznie broniącego się przed inwazją chuliganów i wskoczyła na jego grzbiet za plecami mając kurczowo trzymającą się Kordelię. Rumak ruszył z kopyta pozostawiając całą gromadę rabusi za sobą. co godzinę księżniczka krzyczała i próbowała rozkazywać że chce wrócić do zamku,ale te prośby były dla Alice nic nie znaczące. Po dwudziestym powtórzeniu tej kwestii dziewczyna wytłumaczyła jej,że  ma do spełnienia misję.
-A jaką misję?-zapytała złośliwie pasażerka.
-Tajną, w której udziału nie weźmiesz,bo jest zbyt niebezpieczna-odparła.
-Co to ,to nie! Nie zostanę tutaj sama w tym czarnym lesie! Już wolę brać udział w jakiejś bezsensownej misji!-krzyknęła.
-Dobrze,ale pod warunkiem,że nie będziesz mi przeszkadzać- odpowiedziała .
Rozkapryszona księżniczka tylko pokiwała głową,a potem już ani razu się nie odezwała. Dojechały do starego, kamiennego wąwozu, który stał na skraju królestwa demonów gdzie nasza postać od samego początku próbowała się dostać.
-To tutaj- oznajmiła chcąc przerwać złowrogą,grobową  ciszę.
Osóbka za jej plecami tylko mocniej chwyciła się jej barków. Koń ostrożnie ruszył do przodu by nie zrzucić ani jednego kamyczka. Kiedy tylko dojechali do twierdzy czarnoksiężnika Alice wytłumaczyła Kordelii,żeby wraz z koniem zostali na zewnątrz. Po chwili dziewczę w pelerynie pchnęło mosiężne drzwi i powoli weszło do budynku.W  środku było bardzo zimno i ponuro. Wszystkie meble były pokryte ogromną warstwą kurzu, a w pomieszczeniach roiło się od szczurów i starych, porozwalanych książek.
-To mnie szukasz?! Jestem tu,masz mnie jak na talerzu!-wrzasnęła bojaźliwie przybyszka.
Zza regału z księgami wyłonił się obleśny mężczyzna. na głowie sterczały mu małe kępki siwych włosów, jego zęby były brązowe od brudu, a na całym ciele widniały wystające żyły.
 Był ubrany w ciemno-zieloną szatę,a bose stopy dudniły o posadzkę.
-Ha,ha! waleczna!-zawołał swym ochrypłym głosem.
-Dlaczego zaatakowałeś wioskę?-spytała z pogardą.
-Widzisz, głównie chodziło tu o Ciebie.Jak wiesz masz w sobie nędzną lecz niestety dobrą moc, która  utrudnia mi działanie. Wystarczyło Cię zabić i kłopot z głowy,ale ty znów musiałaś mi przeszkodzić!
A teraz odważnie i mężnie stawiasz się u mnie w domu. Cóż za szczęście! wspaniale będzie wypić mi Twoją krew!-wykrzyczał, po czym zakręcił palcem i Alice runęła na podłogę wyduszając z siebie przeraźliwe krzyki. Czuła jakby jakaś niewidzialna siła wbijała jej sztylet w klatkę piersiową i czuła jak brutalnie ból przeszywa jej całe ciało. Złość i bezradność gotowały się w jej sercu i umyśle.
 Nagle ból ustał i to morderca zaczął jęczeć i piszczeć gdyż Kordelia niespodziewanie i z całej siły waliła po głowie złotym obcasem swojego pantofelka.
Dziewczyna przed chwilą torturowana jakby odzyskała swoje siły i z jej prawej dłoni nie wiadomo jak nie wiadomo skąd wypłynął złocisty płomień ognia, który strącił na zawsze czarnoksiężnika z tego świata.
               Dziewczyny nie mogły uwierzyć w swoje szczęście , podbiegły do siebie i przytuliły się mocno . Rudowłosa pierwszy raz poczuła , że jest szczęśliwa , że komuś na niej zależy i wreszcie znalazła swoją bratnią duszę.
 -Alice,czy zechciałabyś wraz ze mną zamieszkać w moim zamku?-zapytała Kordelia.
-Na pewno byś tego chciała?-spytała zaskoczona dziewczyna.
-Oczywiście,że tak!-wrzasnęła z przejęciem księżniczka.
-No to gdzie mam skierować mojego rumaka?
-Przed siebie i jeszcze dalej!!!-wrzasnęła radośnie pasażerka. Po czym wszyscy, cała trójka popędziła zostawiając za sobą wszystkie niefortunne wydarzenia.
                                                             
A oto link do mojego filmu związanego z opowiadaniem :)

http://slide.ly/view/76ed4857945b260926ae9f449eb861c1

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz